Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Powiew poranku po nocy marzenia
Coraz to tęskniej i pieści i chłodzi,
Coraz to cudniej zdrój szczęścia się spienia,
Coraz to słodziej, i słodziej, i słodziej...

Coraz to rzewniej czar do snu ją kłoni,
Coraz to mgliściej jej oko się mruży...
Coraz to tkliwiej drży uścisk jej dłoni,
Coraz to dłużej, i dłużej, i dłużej...

Coraz to bliżej - jej główka zmęczona,
Coraz to śmielej na pierś mą się tuli,
Coraz to ufniej się garnie w ramiona,
Coraz to czulej, i czulej, i czulej...

Coraz to rzewniej, i tęskniej, i senniej,
Coraz to wolniej serduszko jej dyszy...
Coraz pogodniej, spokojniej, promienniej,
Coraz to ciszej, i ciszej, i ciszej...


Lasy, góry, jeziora palą się, świat pali,
Ostatniemu z żyjących spłonął dach nad głową.
- O Agni, o prawieczne Fatum, o Jehowo,
Uciszcie szał zagłady, wy, coście stwarzali!...

Całe niebo w chaosie pała, grzmi i dymi,
A ziemia blużdże lawą, niby wrzód olbrzymi,
Niby rana, ziejące wzdęte łono świata

Drga i pęka...I oto, rzekłbyś, krwią bluznęło
Aż w gwiazdy!...
Ty gotowy posąg-arcydzieło
Z piekielnych wnętrz wyrzucił Wulkan Mitrydata!


Nad łożem Niewinności wiotkiej i dziewiczej
całe chóry aniołów niewidzialnych wieją,
One dyszą w uśmiechu, w głosu jej słodyczy
I w spojrzeń jej pogodzie świty zórz ich dnieją.

Anioły, Liliowością bladą idealne -
Wstydów duszy wiośnianych...one nad jej skronią
I wkoło jej kibici krążą niewidzialne,
I łona jej świetlanej pół-senności bronią.

I ducha jej kołyszą...stroją wdzięku czarem
I przed wzrokiem natrętnych, co spojrzeniem plami,
Spuszczają rzęs zasłony...i przed Grzechu żarem
Czystą postać śnieżnymi okryć chcą skrzydłami.

One Wieniec Mistyczny dla jej skroni plotą,
Wplatają aureole w jasne jej warkocze -
Anioły lśniące Gwiazdą Niewinności złotą...
Biedne, smętne anioły, chociaż tak urocze!...

Bo ledwo miłość w sercu zatli się dziewiczym,
Po skrzydłach ich świetlanych dreszcze zgrozy biegą:
I stąd ta trwoga drżąca, jak przed czymś zbrodniczym -
Przy pierwszym całowaniu ust ukochanego.

Gdy on zbliża się ku niej - one czujną rzeszą
Już lecą, by bezbronnej jak przed wrogiem bronić...
Gdy sięga do jej rąbków - jak na alarm spieszą
Wstydem złoto-różanym nagość jej obsłonić.

I pasują się długo...przeciw chuciom rwącym
Walczą z wrogiem w rozpaczy pełne drżeń i łkania
I nareszcie w tym krzyku - w tym rozdzierającym
Krzyku jej bezbronności - słychać ból konania...

Już padły podeptane...Już nad łożem ciemnym
Zagasły cudne blaski...Tylko cisza głucha
Szemrze jeszcze ostatnim tchnieniem ich tajemnym -
Tą ostatnią modlitwą ich nikłego ducha.

O świcie - smutek wieje z oczu jej - już mglistych -
Jak dym od zgasłej gwiazdy nad zamierzchłą tonią...
I nie ma już, o nie ma jej aniołów czystych
I wieńca lilowego, z ta mistyczną wonią!