Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Nad głową - mrok, odmęty przed oczyma,
Za gromem grom, za nurtem nurt się zrywa;
Ocean wre i pieni się i wzdyma -
Przypływa wciąż, odpływa i przypływa.

Olbrzymy wód podnoszą zgięte szyje,
Na lądów zrąb wtaczają głąb podziemną;
I wściekły ryk ich w stropy niebios bije, -
Gdzie nie ma gwiazd; i ciemno, ciemno, ciemno.

Wtaczają wał, wtaczają na wybrzeża -
Aż runą w dół - w Hadesu noc okrutną...
I znów ich szum o piersi skał uderza, -
Gdzie nie ma serc...i smutno, smutno, smutno.


Stracił ją...Lecz odnalazł..Spod kamiennej straży
Wydarł, porwał w objęcia i uniósł przemocą,
Pchany żądzą zbrodniczą, co mu biła z twarzy,
Biegł z nią burzliwych niebios ukrywany nocą.

W głuchą i pełną grozy zaniósłszy ją stronę,
Z troskliwością na senne opuścił posłanie
I szeptał jej wyrazy miłością szalone,
Chociaż była milcząca i nieczuła na nie.

Z tkliwością obłąkanych złowieszczo łagodną,
Patrzył w twarz jej, rozgarniał włos nad czołem złoty,
Całował skroń jej bladą, lica, wargę chłodną,
Niepomny, że mu wzajem nie zwraca pieszczoty...

I z boleścią swej żądzy tragicznie lubieżną
Rzucał jej się na łono- przy błyskawic łysku -
Szarpał odzież jej chucią miotany bezbrzeżną,
I w dzikim nieprzytomnie tulił ją uścisku...

I ledwo, gdy świt w chmurach zabłysł lodowaty -
Blady, jak bladość twarzy zdjętej przerażeniem -
I wionął w twarz mu ostrym, przejmującym tchnieniem,
I gasząc chuć w nim, brzaskiem obielił jej ciało,

Bierne - zbrukane zbrodnią - obnażone z szaty,
Poszargane szaleństwem świętokradzkich gwałtów,
Gdy spostrzegł sine wargi, powiekę sczerniałą
I niemą nieruchomość jej ostygłych kształtów:

Na jej przebłysk myśli - pod czaszką wszeteczną,
Na mgnienie - gdy obłędu spadła zeń skorupa,
Na krótką chwilę - zgrozą przerażeń wieczną -
Pojął, że przez noc całą miał w objęciach trupa


Jest tragizm niepojęty w bezpłodności męce,
Która pali bez ognia i spopiela duchy;
W niej Życia geniusz twórczy załamuje ręce -
I serca drżąc w niej słyszą wyrzut skargi głuchy...

Jest klątwą Zatracenia...Nad synowską głową
Ojcowie nią z bezwzględnym grzmieli okrucieństwem -
Ta klątwa nad ludami dzisiaj grzmi surowo -
I rody niezbłaganym ściga wciąż przekleństwem.

Ona ściga tych, którym jako w Lety rzece
W mętach Grzechu rozpusta topi ducha wściekła;
Tych, co cisną się w orgie inkubów szkielece,
Pijąc rozkosz bezpłodną, wyniesioną z piekła.

I tych, co lgnąc do kobiet, jak puste szkielety,
U łon ich się jak żmije bez miłości kurczą
I tych, co dysząc jadem Martwego Planety
Zarazę w zdrowym ciele wpajają jaszczurczo.

I was, o niewolnice sprzedajnego łoża,
Które rozpacz lub nędza w mętną otchłań pchnęła,
Które zbrodnia lub Wola odtrąciła Boża
Od wspólnego, Świętego Wszech-Twórczości Dzieła.

Za każdą rozkosz piersi, co nie drgnie porodem,
Za każdy pusty uścisk, który nie zapładnia,
Ból ssać was będzie tajnym macierzyństwa głodem,
I bladej Nemezydy błyśnie w nim pochodnia.

Lecz nikomu taka kara nie zapłonie krwawa
Jak wam, przedziwni mistrze w gnuśnych zdrajców sprycie -
Rozmyślni gwałciciele Najwyższego Prawa -
Mordercy Cudu Życia, zanim wzeszło Życie!

Wyrodny!...Jeśli z plamą, z sumieniem zatrutem,
Spojrzysz w oczy swej matce - po zbrodniczym czynie -
Wytrzymaj wzrok, co z niemym powie ci wyrzutem:
- "Kainie! coś uczynił z dzieckiem swym, Kainie!"

O klątwo bezpłodności!...Wiecznym ssąca głodem
Zgryzoto serc zszarganych!... Pustko bezgraniczna!...
Włos jeży się na głowie... pierś przenika chłodem...
I w duszę jakaś rozpacz wdziera się mistyczna...

Spójrz! Świat się gnie pod grozą pustokwiatu ciemną...
Bo czuje jak z przestrzeni otchłani bezdennej
Fatum zwiastuje ziemi - ta grozą tajemną -
Klęskę geniuszów Życia - i tryumf Gehenny