Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Pamiętasz sępie, zorze krwią zalane,
Gdyś z chmur raz pierwszy na mnie spadł,
I pierwszą w piersi mej rozdarłeś ranę

By serce gryźć, co nieśmiertelne wciąż
Wciąż odrastało - wyżerane...
Dziś głębiej szpon swój jowiszowy wdrąż...

Dziś słabnie serce w wiekuistej ranie
I gdy - po przejściu nieodrodnych lat -
Odrastać całkiem już przestanie:

To cóż ty, sępie będziesz jadł?!


Nad łożem Niewinności wiotkiej i dziewiczej
całe chóry aniołów niewidzialnych wieją,
One dyszą w uśmiechu, w głosu jej słodyczy
I w spojrzeń jej pogodzie świty zórz ich dnieją.

Anioły, Liliowością bladą idealne -
Wstydów duszy wiośnianych...one nad jej skronią
I wkoło jej kibici krążą niewidzialne,
I łona jej świetlanej pół-senności bronią.

I ducha jej kołyszą...stroją wdzięku czarem
I przed wzrokiem natrętnych, co spojrzeniem plami,
Spuszczają rzęs zasłony...i przed Grzechu żarem
Czystą postać śnieżnymi okryć chcą skrzydłami.

One Wieniec Mistyczny dla jej skroni plotą,
Wplatają aureole w jasne jej warkocze -
Anioły lśniące Gwiazdą Niewinności złotą...
Biedne, smętne anioły, chociaż tak urocze!...

Bo ledwo miłość w sercu zatli się dziewiczym,
Po skrzydłach ich świetlanych dreszcze zgrozy biegą:
I stąd ta trwoga drżąca, jak przed czymś zbrodniczym -
Przy pierwszym całowaniu ust ukochanego.

Gdy on zbliża się ku niej - one czujną rzeszą
Już lecą, by bezbronnej jak przed wrogiem bronić...
Gdy sięga do jej rąbków - jak na alarm spieszą
Wstydem złoto-różanym nagość jej obsłonić.

I pasują się długo...przeciw chuciom rwącym
Walczą z wrogiem w rozpaczy pełne drżeń i łkania
I nareszcie w tym krzyku - w tym rozdzierającym
Krzyku jej bezbronności - słychać ból konania...

Już padły podeptane...Już nad łożem ciemnym
Zagasły cudne blaski...Tylko cisza głucha
Szemrze jeszcze ostatnim tchnieniem ich tajemnym -
Tą ostatnią modlitwą ich nikłego ducha.

O świcie - smutek wieje z oczu jej - już mglistych -
Jak dym od zgasłej gwiazdy nad zamierzchłą tonią...
I nie ma już, o nie ma jej aniołów czystych
I wieńca lilowego, z ta mistyczną wonią!


Wszystko co kocha, obsłon pragnie zdzierać szaty
I obnażać namiętne ukochane łona.
Mędrcy z obsłon najskrytszych chcą obnażyć światy
I bezpłodna jest miłość cnotą ujarzmiona.

O Piękno! zstąp żyjące przed oblicze ludu
I rozsłoń się jak Fryne szczerzej, śmielej, prościej;
Bez targów nierządnicy, bez tajnego brudu
Zepsucia, co w zamkniętej gnieździ się świętości.

Niech zadrżą nabożnisie...Ale wzrok artysty,
Ani myśl przed nagością się nie cofnie wieszcza:
Z ognia krwi zdrowej bucha płomień duszy czysty -
I nie, jak żywe ciało, cudu jej nie streszcza.

Poezjo! Leć nad śnieżne Ideału góry...
Lecz niech ci nie przeszkadza ducha moc żelazna
Kochać nagość Kobiety, Życia i Natury,
Bez obłudy świętoszka, bez cynizmu błazna.

Miej odwagę to bratać, czego nikt nie brata
I słuchaj jak grzmi bólem szczere życia tętno,
I rzucaj się na łono Wielkiej Prawdy świata -
Miłością ją pokonaj śmiałą i namiętną!

O stań się dla wybranych tą siłą fatalną,
Co pcha tam, na co tłumy nie śmią spojrzeć z bliska.
Leć, leć tam - i zwycięska szarp ręką brutalną
Zasłonę, gdzie jak słońce, Wielka Nagość błyska.