Pamiętasz sępie, zorze krwią zalane,
Gdyś z chmur raz pierwszy na mnie spadł,
I pierwszą w piersi mej rozdarłeś ranę
By serce gryźć, co nieśmiertelne wciąż
Wciąż odrastało - wyżerane...
Dziś głębiej szpon swój jowiszowy wdrąż...
Dziś słabnie serce w wiekuistej ranie
I gdy - po przejściu nieodrodnych lat -
Odrastać całkiem już przestanie:
To cóż ty, sępie będziesz jadł?!
W otchłani wieczystymi kołującej dymy -
Jest kuźnica Chaosu...Tam - na służbie kornej,
W pożarach, niebosięgłe pracują Olbrzymy -
Kują z bryły kosmicznej jakiś byt potworny...
Mięknie bryła od żaru wieczystych płomieni,
Kształtując się pod gromem nieustannych młotów
Ogniami tęcz mistycznych krwawi się i mieni...
Rychło - widzą Olbrzymy - będzie trud ich gotów.
Huczy piec, w mroku Wieczność łunę siejąc jasną,
Drżą kowadła, spod młotów skry padają grzmiące,
Lecą w przestrzeń bezmiarów, świecą się i gasną...
Jedna z tych skier - to nasze nieobjęte Słońce
Są na morzu bałwany, kiedy burza dzika
Na nim wichrzy...Lecz z ciszą - tłum bałwanów znika,
I woda się wygląda, a okręt pomyka,
Spokojnie płynie, żagle rozwinąwszy białe...
Są na lądzie bałwany: ich widma wspaniałe
Unoszą się nad światem przez stulecia całe...
A świat korny na klęczkach liże ich podnoże...
I zarówno w czas burzy, jak o cichej porze
Zmącają te bałwany całe ludu morze...