Nie wiadomo dlaczego i na co i po co,
Z okiem błędnie utkwionym w zaświatowej dali,
Ducha wzbijam na skrzydłach, jak na chwiejnej szali,
I spadam w dół, wieczystą przemożny nocą
W lesie gwiazd, tych, co zgasły, i tych co migocą,
Kopię skarby, lub szperam na dnie morskiej fali.
Sterałem życie w szrankach tych, co zwyciężali,
I tych, co legli w bojach nie wiadomo o co.
W górskie schodzę wąwozy, zaglądam w szczeliny
Skał, przetrząsam jaskinie, i błądzę jałowo,
I gubię się, i szukam jakiejś okruszyny
Tworzywa spod Twej kielni odprysłej, Jehowo,
W dniu, gdyś stawiał firmament...- by w gwiazdy na nowo
Dźwigać gmach mego serca, co pada w ruiny!
Pamiętasz sępie, zorze krwią zalane,
Gdyś z chmur raz pierwszy na mnie spadł,
I pierwszą w piersi mej rozdarłeś ranę
By serce gryźć, co nieśmiertelne wciąż
Wciąż odrastało - wyżerane...
Dziś głębiej szpon swój jowiszowy wdrąż...
Dziś słabnie serce w wiekuistej ranie
I gdy - po przejściu nieodrodnych lat -
Odrastać całkiem już przestanie:
To cóż ty, sępie będziesz jadł?!
Konwalie...żółte jaskry...i jak perły duże
Łez...drżące nenufary na wieczornej wodzie...
Jęk szklanych strun fontanny po bladym marmurze
Łkał...Szedłem zbierać kwiaty w marzenia ogrodzie...
Żagle wzdęte, jak pióra szybujących ptaków.
Szumiały; w okrąg burza ryczała straszliwa...
Płynąłem ku ojczyźnie pianą grzmiących szlaków,
Chciałem przybić do lądu w złote święto żniwa...
Pracowicie jak karzeł gromadząc tworzywo,
Budowałem świat szczęścia, świetlistszy, niż zorza;
Z gwiazd ubiłem gościńce, tęcz wzorzystość żywą
Przesnułem na kobierce łąk, na świat morza...
Słońca wniwecz rozbito, w gruz zwalono światy,
Błękity sklepień piorun roztrzaskał na dwoje -
Gdzieżeś twórczy aniele, bracie mój skrzydlaty,
Jutrznio słodkich ukochań, gdzie królestwo twoje?!...
Na bladym odwieczerzu widać dym promieni
Gasnących...słychać lament konających blasków...
Przez duszę ciągnie smutek..bije żal w przestrzeni...
Morze z wolna przypływa...łoskot fal..szmer piasków