Wszystko co kocha, obsłon pragnie zdzierać szaty
I obnażać namiętne ukochane łona.
Mędrcy z obsłon najskrytszych chcą obnażyć światy
I bezpłodna jest miłość cnotą ujarzmiona.
O Piękno! zstąp żyjące przed oblicze ludu
I rozsłoń się jak Fryne szczerzej, śmielej, prościej;
Bez targów nierządnicy, bez tajnego brudu
Zepsucia, co w zamkniętej gnieździ się świętości.
Niech zadrżą nabożnisie...Ale wzrok artysty,
Ani myśl przed nagością się nie cofnie wieszcza:
Z ognia krwi zdrowej bucha płomień duszy czysty -
I nie, jak żywe ciało, cudu jej nie streszcza.
Poezjo! Leć nad śnieżne Ideału góry...
Lecz niech ci nie przeszkadza ducha moc żelazna
Kochać nagość Kobiety, Życia i Natury,
Bez obłudy świętoszka, bez cynizmu błazna.
Miej odwagę to bratać, czego nikt nie brata
I słuchaj jak grzmi bólem szczere życia tętno,
I rzucaj się na łono Wielkiej Prawdy świata -
Miłością ją pokonaj śmiałą i namiętną!
O stań się dla wybranych tą siłą fatalną,
Co pcha tam, na co tłumy nie śmią spojrzeć z bliska.
Leć, leć tam - i zwycięska szarp ręką brutalną
Zasłonę, gdzie jak słońce, Wielka Nagość błyska.
Powiew poranku po nocy marzenia
Coraz to tęskniej i pieści i chłodzi,
Coraz to cudniej zdrój szczęścia się spienia,
Coraz to słodziej, i słodziej, i słodziej...
Coraz to rzewniej czar do snu ją kłoni,
Coraz to mgliściej jej oko się mruży...
Coraz to tkliwiej drży uścisk jej dłoni,
Coraz to dłużej, i dłużej, i dłużej...
Coraz to bliżej - jej główka zmęczona,
Coraz to śmielej na pierś mą się tuli,
Coraz to ufniej się garnie w ramiona,
Coraz to czulej, i czulej, i czulej...
Coraz to rzewniej, i tęskniej, i senniej,
Coraz to wolniej serduszko jej dyszy...
Coraz pogodniej, spokojniej, promienniej,
Coraz to ciszej, i ciszej, i ciszej...
W otchłani wieczystymi kołującej dymy -
Jest kuźnica Chaosu...Tam - na służbie kornej,
W pożarach, niebosięgłe pracują Olbrzymy -
Kują z bryły kosmicznej jakiś byt potworny...
Mięknie bryła od żaru wieczystych płomieni,
Kształtując się pod gromem nieustannych młotów
Ogniami tęcz mistycznych krwawi się i mieni...
Rychło - widzą Olbrzymy - będzie trud ich gotów.
Huczy piec, w mroku Wieczność łunę siejąc jasną,
Drżą kowadła, spod młotów skry padają grzmiące,
Lecą w przestrzeń bezmiarów, świecą się i gasną...
Jedna z tych skier - to nasze nieobjęte Słońce