Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




My zwyciężymy wbrew nocy złowrogiej
W sprawie jedynej, ponad światy drogiej,
W wojnie nad wojny, bez walki i broni
My zwyciężymy, nie oni, nie oni.

My zwyciężymy, bo chcemy nie wojny,
Lecz czci i chwały i prawdy spokojnej
Miecz złośliwości wyrwiemy im z dłoni,
By z czasem mogli zwyciężać i oni.

A po zwycięstwie oddamy im całe
Nasze zwycięstwo na ich cześć i chwałę -
A chwała spadnie na ludy i światy
Ze już nie będzie dla Prawdy zatraty.

I będą światy dziwiły się potem.
Jak to się stało, nic nie wiemy o tem.


Konwalie...żółte jaskry...i jak perły duże
Łez...drżące nenufary na wieczornej wodzie...
Jęk szklanych strun fontanny po bladym marmurze
Łkał...Szedłem zbierać kwiaty w marzenia ogrodzie...

Żagle wzdęte, jak pióra szybujących ptaków.
Szumiały; w okrąg burza ryczała straszliwa...
Płynąłem ku ojczyźnie pianą grzmiących szlaków,
Chciałem przybić do lądu w złote święto żniwa...

Pracowicie jak karzeł gromadząc tworzywo,
Budowałem świat szczęścia, świetlistszy, niż zorza;
Z gwiazd ubiłem gościńce, tęcz wzorzystość żywą
Przesnułem na kobierce łąk, na świat morza...

Słońca wniwecz rozbito, w gruz zwalono światy,
Błękity sklepień piorun roztrzaskał na dwoje -
Gdzieżeś twórczy aniele, bracie mój skrzydlaty,
Jutrznio słodkich ukochań, gdzie królestwo twoje?!...

Na bladym odwieczerzu widać dym promieni
Gasnących...słychać lament konających blasków...
Przez duszę ciągnie smutek..bije żal w przestrzeni...
Morze z wolna przypływa...łoskot fal..szmer piasków


Jest tragizm niepojęty w bezpłodności męce,
Która pali bez ognia i spopiela duchy;
W niej Życia geniusz twórczy załamuje ręce -
I serca drżąc w niej słyszą wyrzut skargi głuchy...

Jest klątwą Zatracenia...Nad synowską głową
Ojcowie nią z bezwzględnym grzmieli okrucieństwem -
Ta klątwa nad ludami dzisiaj grzmi surowo -
I rody niezbłaganym ściga wciąż przekleństwem.

Ona ściga tych, którym jako w Lety rzece
W mętach Grzechu rozpusta topi ducha wściekła;
Tych, co cisną się w orgie inkubów szkielece,
Pijąc rozkosz bezpłodną, wyniesioną z piekła.

I tych, co lgnąc do kobiet, jak puste szkielety,
U łon ich się jak żmije bez miłości kurczą
I tych, co dysząc jadem Martwego Planety
Zarazę w zdrowym ciele wpajają jaszczurczo.

I was, o niewolnice sprzedajnego łoża,
Które rozpacz lub nędza w mętną otchłań pchnęła,
Które zbrodnia lub Wola odtrąciła Boża
Od wspólnego, Świętego Wszech-Twórczości Dzieła.

Za każdą rozkosz piersi, co nie drgnie porodem,
Za każdy pusty uścisk, który nie zapładnia,
Ból ssać was będzie tajnym macierzyństwa głodem,
I bladej Nemezydy błyśnie w nim pochodnia.

Lecz nikomu taka kara nie zapłonie krwawa
Jak wam, przedziwni mistrze w gnuśnych zdrajców sprycie -
Rozmyślni gwałciciele Najwyższego Prawa -
Mordercy Cudu Życia, zanim wzeszło Życie!

Wyrodny!...Jeśli z plamą, z sumieniem zatrutem,
Spojrzysz w oczy swej matce - po zbrodniczym czynie -
Wytrzymaj wzrok, co z niemym powie ci wyrzutem:
- "Kainie! coś uczynił z dzieckiem swym, Kainie!"

O klątwo bezpłodności!...Wiecznym ssąca głodem
Zgryzoto serc zszarganych!... Pustko bezgraniczna!...
Włos jeży się na głowie... pierś przenika chłodem...
I w duszę jakaś rozpacz wdziera się mistyczna...

Spójrz! Świat się gnie pod grozą pustokwiatu ciemną...
Bo czuje jak z przestrzeni otchłani bezdennej
Fatum zwiastuje ziemi - ta grozą tajemną -
Klęskę geniuszów Życia - i tryumf Gehenny