W górze - Olbrzymów-Skał orszak ponury
Na barkach nagich dźwiga nieb sklepienia,
I niby orłów stado czarne chmury
Obsiadły wieńcem jego pierś z kamienia.
Na dole - potok w mrocznej szczelin głębi -
Rzekłbyś potworny gad, pełznący w piekło,
Łyskliwym cielskiem zwija się i kłębi
I z głodnej paszczy - bucha pianą wściekłą!
Droga, po której deptały Szatany
Łamie się w wąwóz pod urwiskiem dzikiem...
A dołem - Kain biczem Jędz smagany -
Ucieka, w trwodze, z przeraźliwym krzykiem...
Pamiętasz sępie, zorze krwią zalane,
Gdyś z chmur raz pierwszy na mnie spadł,
I pierwszą w piersi mej rozdarłeś ranę
By serce gryźć, co nieśmiertelne wciąż
Wciąż odrastało - wyżerane...
Dziś głębiej szpon swój jowiszowy wdrąż...
Dziś słabnie serce w wiekuistej ranie
I gdy - po przejściu nieodrodnych lat -
Odrastać całkiem już przestanie:
To cóż ty, sępie będziesz jadł?!
My zwyciężymy wbrew nocy złowrogiej
W sprawie jedynej, ponad światy drogiej,
W wojnie nad wojny, bez walki i broni
My zwyciężymy, nie oni, nie oni.
My zwyciężymy, bo chcemy nie wojny,
Lecz czci i chwały i prawdy spokojnej
Miecz złośliwości wyrwiemy im z dłoni,
By z czasem mogli zwyciężać i oni.
A po zwycięstwie oddamy im całe
Nasze zwycięstwo na ich cześć i chwałę -
A chwała spadnie na ludy i światy
Ze już nie będzie dla Prawdy zatraty.
I będą światy dziwiły się potem.
Jak to się stało, nic nie wiemy o tem.