Dwa jakieś kwiaty na nieznanej łące
Znęciły razem w jedno nas ustronie...

Dwie jakieś gwiazdy, ku sobie ciążące,
Na jedno ciche nas zwiodły błonie...

Dwie jakieś piosnki, zbłąkane w tumanie
Na jednej harfie gdzieś załkały złotej...

Dwie zorze budzić przyszły nas w zaranie -
Rozlśnione w jeden smętny dzień tęsknoty...

Dwa słońca zaszły ponad ciemną drogą,
Gasnącym szczęścia krwawiąc się obrazem.

Dwa meteory błysły nam złowrogo -
I w jedną otchłań nas uniosły razem!...


Łka smutek
W mej duszy
Deszcz prószy
Na dworze...

Skąd w duszy
Ta żałość
Co usnąć
Nie może?...

*

W naturze
Omdlałość...
Pustkowia...
Bezdroże...

Ulewą
Zalane
Gasnące
Mrą zorze...

I dymią
Mgłą szarą
I tlą się
W przestworze...

*

Kwiat zwiały
Zawieje...
Odbiegły
Sny Boże...

Już żegnam
Nadzieję
I w bólu
Się korzę...

*

Wciąż mgliściej
I dżdżyściej
Na polu -
Na dworze...

Szum liści
Wiatr głuszył...
Deszcz prószy...
Mrą zorze...