Są na morzu bałwany, kiedy burza dzika
Na nim wichrzy...Lecz z ciszą - tłum bałwanów znika,
I woda się wygląda, a okręt pomyka,
Spokojnie płynie, żagle rozwinąwszy białe...
Są na lądzie bałwany: ich widma wspaniałe
Unoszą się nad światem przez stulecia całe...
A świat korny na klęczkach liże ich podnoże...
I zarówno w czas burzy, jak o cichej porze
Zmącają te bałwany całe ludu morze...
Niech mistrz wymaluje dla mej ukochanej
Krajobraz fantastyczny i zaczarowany...
Niech tam będą niebiosa jasne i błękitne,
Jak jej oczy...doliny, łąki aksamitne...
I świecąca się dróżki śród ustroni mglistych,
Złote wzgórza...Gaj, pełen piosenek jej srebrzystych...
I niech będą dnia blaski, jak jej wzrok palące,
Krople rosy jak łzy jej...tęcze w łzach błyszczące...
Lecz niech będą groty, głuche i tajemne,
Jak tajniki jej duszy...i przepaści ciemne...
I niech do chmur się skała skronią pnie lodową,
Niedostępna, jak pierś jej...I o skałę ową
Niech się rozbija morze, wrzące, niezgłebione,
jako miłość ma - wielkie - ciemne - i szalone!
Konwalie...żółte jaskry...i jak perły duże
Łez...drżące nenufary na wieczornej wodzie...
Jęk szklanych strun fontanny po bladym marmurze
Łkał...Szedłem zbierać kwiaty w marzenia ogrodzie...
Żagle wzdęte, jak pióra szybujących ptaków.
Szumiały; w okrąg burza ryczała straszliwa...
Płynąłem ku ojczyźnie pianą grzmiących szlaków,
Chciałem przybić do lądu w złote święto żniwa...
Pracowicie jak karzeł gromadząc tworzywo,
Budowałem świat szczęścia, świetlistszy, niż zorza;
Z gwiazd ubiłem gościńce, tęcz wzorzystość żywą
Przesnułem na kobierce łąk, na świat morza...
Słońca wniwecz rozbito, w gruz zwalono światy,
Błękity sklepień piorun roztrzaskał na dwoje -
Gdzieżeś twórczy aniele, bracie mój skrzydlaty,
Jutrznio słodkich ukochań, gdzie królestwo twoje?!...
Na bladym odwieczerzu widać dym promieni
Gasnących...słychać lament konających blasków...
Przez duszę ciągnie smutek..bije żal w przestrzeni...
Morze z wolna przypływa...łoskot fal..szmer piasków